Żadną z nich nie było zarządzanie zespołem ani wyniki sprzedaży. Z tym przez prawie 20 lat w korporacji radziłam sobie naprawdę dobrze. Liczby, cele, odpowiedzialność za ludzi — to był mój teren.
To, czego bałam się naprawdę, było dużo bardziej osobiste.
Lęk pierwszy: powiedzieć głośno „Jestem hipnoterapeutką”
Świat korporacyjny znał mnie jako trenerkę biznesu, menedżerkę i dyrektorkę sprzedaży. Ludzie wiedzieli, jakie mam kompetencje, co robiłam i za jakie wyniki odpowiadałam. Miałam wyraźną, bezpieczną etykietę.
Pokazanie innej strony mojej pracy uruchomiło we mnie całą serię pytań:
- Czy ludzie, z którymi siadałam przy jednym stole konferencyjnym, nadal będą traktować mnie poważnie?
- Czy zrozumieją tę zmianę?
- Czy to, co robię teraz, jest równie ważne jak to, co robiłam wcześniej?
To nie były pytania o kompetencje. Te miałam. To były pytania o tożsamość — o to, kim mogę być w oczach innych i we własnych.
Co okazało się silniejsze od lęku
A potem widziałam transformacje moich klientów.
Zmieniało się to, jak podejmowali decyzje. Odzyskiwali spokój i satysfakcję z życia, których nie czuli od lat. Zaczynali inaczej prowadzić biznesy i budować relacje. Efekty naszej pracy sięgały też ich rodzin.
Wiele razy dostawałam wiadomość: „Dziękuję za to, co robisz”.
W korporacji podziękowaniem była premia. Albo jej brak.
Wiedziałam więc, jaką wartość ma ta praca. Potrzebowałam już tylko odwagi, żeby stanąć za nią również publicznie — w mediach społecznościowych, a przede wszystkim na LinkedIn, gdzie wszyscy znali mnie z zupełnie innej roli.
Lęk drugi: mówić do świata biznesu o Stwórcy
Drugi raz ten sam lęk wrócił, kiedy przez wiele miesięcy chodziła za mną jedna myśl:
„Zacznij mówić do świata biznesu o łączeniu biznesu ze świadomą kreacją, ze Stwórcą i z prawami Wszechświata”.
To ważna część mojego życia i mojego podejścia do pracy. A jednak zastanawiałam się, jak przyjmą ją osoby, które dotąd znały mnie z zupełnie innej strony. Biznes i duchowość w jednym zdaniu? W środowisku, w którym liczą się twarde dane?
I znów wizja okazała się silniejsza niż obawa przed oceną i odrzuceniem. Moje doświadczenia i doświadczenia moich klientów dawały mi zbyt wiele powodów, żeby dalej milczeć.
Czego nauczyły mnie te dwa momenty
Obie sytuacje nauczyły mnie czegoś ważnego o rozwoju zawodowym i o podążaniu za własną wizją — tą, która jednocześnie ekscytuje i przeraża.
Czasem mamy już wiedzę, doświadczenie i dowody na to, że nasza praca ma wartość. A mimo to zwlekamy. Nie z braku przygotowania, ale dlatego, że kolejny krok wymaga pokazania światu części siebie, której wcześniej nie pokazywaliśmy.
Prawdziwą barierą rzadko jest brak umiejętności. Najczęściej jest nią stary obraz siebie — tożsamość, z której już wyrośliśmy, a której wciąż się trzymamy, bo jest znajoma i bezpieczna.
Lęk nie musi zniknąć, żebyś mogła/mógł zrobić krok
Tak, ja też czasem się boję. I podejmuję decyzje, nawet kiedy ten lęk jeszcze mi towarzyszy.
Bo zanim wizja stanie się rzeczywistością, potrzebuję najpierw dopuścić ją w sobie. Zobaczyć, że mogę pełnić nową rolę. A potem poprzeć to konkretnym działaniem.
Najpierw w środku. Potem na zewnątrz. Właśnie w tej kolejności.
Pytanie do Ciebie
Jaki krok w swoim życiu zawodowym odkładasz, choć myśl o nim od dawna do Ciebie wraca?
Zatrzymaj się przy tym pytaniu na chwilę. Nie musisz od razu wiedzieć „jak”. Wystarczy, że uczciwie nazwiesz „co”.
Jeśli chcesz pójść o krok dalej
Jeśli chcesz zacząć od chwili dla siebie — posłuchaj nowego odcinka mojego podcastu „Never Alone. God, Business & Money”: 🎧 „Poranek CEO, który zmienia życie” — [LINK DO ODCINKA]
Jeśli czujesz, że to czas na kolejny krok — zapraszam Cię na bezpłatne wydarzenie online YOUR NEXT LEVEL „Od wizji do rzeczywistości”, 21–22 października o 20:00. Pokażę, jak połączyć zmianę tożsamości i przekonań, żeby sięgać po kolejny poziom w życiu i biznesie. 👉 Zapisz się: urszulajaworska.com/your-next-level
Ula ❤️ Your Next Level
